Syn
Jo Nesbø — Literatura piękna

– A co z wyrzutami sumienia w związku z tymi chłopcami, do których się dobierałeś, Vollan? Przecież mamy dowody... – Franck przycisnął palec do czytnika przy następnych drzwiach prowadzących na korytarz, który na zachód biegł do cel, a na wschód do szatni pracowników i wyjścia na parking. – Moim zdaniem powinieneś przyjąć, że Sonny Lofthus pokutuje również za twoje grzechy, Vollan.

Kolejne drzwi, kolejny czytnik. Franck znów przyłożył do niego palec. Uwielbiał ten wynalazek, który skopiował z więzienia w Obihiro w Japonii. Zamiast rozdawać klucze, które można zgubić, dorobić i niewłaściwie wykorzystać, odciski palców wszystkich osób uprawnionych do przejścia przez te drzwi zostały zarejestrowane w bazie danych. Dzięki temu nie tylko wyeliminowali niedbały stosunek do kluczy, lecz mogli również kontrolować, kto, kiedy i którędy chodzi. Co prawda zainstalowano również monitoring, ale przecież twarz można ukryć. A odcisków palców nie.

Drzwi otworzyły się z parsknięciem, weszli do śluzy.

– Mówię, że nie mam już siły, Arild.