– Nestor stwierdził, że nie możemy czekać całą wieczność, przecież byliśmy w środku publicznie dostępnego parku. Wyjął więc z pochwy na łydce ten swój mały zakrzywiony nożyk, zrobił krok do przodu, złapał dziewczynę za włosy, lekko uniósł jej głowę i ledwie machnął nożem przy jej szyi. Jakby rozcinał rybę. Trysnęła krew, trzy czy cztery razy, i już. Ale wiesz, co zapamiętałem najlepiej? Tego psa. To, jak zaczął wyć, kiedy krew poszła. – Rover pochylił się na krześle z łokciami wbitymi w kolana. Uszy zakrył rękami i zaczął się kołysać w tył i przód. – A ja nic nie zrobiłem. Tylko stałem i patrzyłem. Kompletnie nic. Przyglądałem się, jak zawijają ciało w koc i zanoszą do samochodu. Wywieźliśmy ją do lasu, do Østmarksetra. Tam rzuciliśmy ją na zbocze opadające do jeziora Ulsrud. Dużo ludzi przyjeżdża tam na spacery z psami, więc znaleziono ją już dzień później. No bo chodziło o to, żeby została znaleziona. Nestor tak chciał, no nie? Chciał, żeby zdjęcia w gazetach pokazywały, co z nią zrobiono. Żeby mógł je zaprezentować innym dziewczynom. – Rover odsłonił uszy. – Przestałem spać, bo kiedy spałem, w kółko dręczyły mnie koszmary.