Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
Mario Vargas Llosa — Literatura

Lily nigdy nie powiedziała mi „tak”, ale to prawda, że pomijając tę formalność, we wszystkim innym wydawaliśmy się parą zakochanych. Trzymaliśmy się za ręce na porankach w Ricardo Palma, Leuro, Montecarlo i Colina i chociaż nie można było powiedzieć, że w ciemności migdaliliśmy się jak pary o dłuższym stażu – „migdalić się” stanowiło formułę, w której mieściło się wszystko, od niewinnych całusków po te z językiem i po dotykanie różnych miejsc, z czego trzeba było się wyspowiadać w pierwszy piątek jako z grzechu śmiertelnego – Lily dawała mi się całować w policzki, w koniuszek uszka, w kącik ust, a niekiedy, przez sekundę, łączyła swoje wargi z moimi, po czym odsuwała je z melodramatycznym grymasem: „Nie, nie, co to, to nie, chudziaczku”. „Zgłupiałeś jak cielę, chudy, palma ci odbiła, chudy, owinęła cię wokół palca, chudy”, nabijali się moi kumple z dzielnicy. Nigdy nie mówili do mnie po imieniu ani po nazwisku – Ricardo Somocurcio – zawsze nazywali mnie „chudy”. Nie przesadzali ani trochę: byłem zakochany w Lily po uszy.