W owe niezwykłe lato na fiestach w Miraflores przestano tańczyć walce, corridos, bluesy, bolera i huarachas, ponieważ wszystkich porwało mambo. Mambo, trzęsienie ziemi, co wprawiło w ruch, w skok, w bryk, w wir wszystkie pary dziecięce, nastoletnie i dojrzałe na tańcach w dzielnicy. I z pewnością to samo działo się poza Miraflores, gdzieś w innym świecie, w tamtym świecie, w Lince, Breña, Chorrillos czy w jeszcze bardziej egzotycznych dzielnicach La Victoria, w centrum Limy, Rímac i Porvenir, gdzie nigdy nie postała nasza miraflorska stopa i gdzie nie myśleliśmy, że kiedykolwiek postanie.
I tak jak od walczyków i huarachas, samb i polek przeszliśmy do mamba, tak samo przeszliśmy od wrotek i hulajnogi do roweru, a niektórzy, na przykład Tato Monje i Tony Espejo, do motoru, a nawet jeden czy dwóch do samochodu, jak najstarszy chłopak w dzielnicy Luchín, który czasem podprowadzał swojemu tacie chevroleta kabrio i zabierał nas na przejażdżkę po nadmorskich serpentynach, od klubu Terrazas po skałę Armendáriz, stówą na godzinę.