– No tak. Same torsy zazwyczaj ich nie posiadają – odparł Zaorski. – Ale to dobrze, będzie mniej krojenia na sekcji.
Kaja westchnęła cicho, a on mógłby przysiąc, że w duchu się uśmiechnęła, przypominając sobie, jak zdarzało mu się rozładowywać atmosferę, kiedy byli zmuszeni obcować ze śmiercią.
– Zmierzam do tego, że nie potrzebujemy tutaj jakiegokolwiek lekarza, tylko ciebie.
– A co ja poradzę? Mogę pozszywać wszystko, jak już znajdziecie resztę ciała, ale wątpię, żeby pacjent doszedł do siebie.
– A ja wątpię, że tak po prostu odmówisz.
– Bo?
– Bo ciągnie cię do śmierci tak, jak innych ludzi do życia.
– Co nie znaczy, że uśmiechają mi się oględziny nocą w lesie.
Burza przez moment milczała, a on utwierdził się w przekonaniu, że nie powinien się zgadzać. Owszem, chciał pomóc, szczególnie jej. Ale spotkanie po takim czasie nie byłoby najlepszym pomysłem.
– Cięcia są czyste, wykonane jakby laserem – odezwała się Kaja.
– Nie ma poszarpanych tkanek?
– Nie.
– Kości też są równo odcięte?
– Niemal idealnie.
Ciekawe, skwitował mimowolnie w duchu Zaorski.
– Jest jeszcze coś – rzuciła Burza.