Nie dodała nic więcej, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że dawkując informacje, tylko wzmaga apetyt Seweryna. Uśmiechnął się lekko i pokręcił głową.
– Co? – zapytał.
– Niemal cała krew z ciała została spuszczona.
– To właściwie nic wielkiego. Przy odpowiednim sprzęcie zajmuje to niecałe dziewięć sekund. Osiem przecinek sześć, jeśli mam być precyzyjny.
– I to wszystko? Tyle masz do powiedzenia?
– Żeby powiedzieć więcej, musiałbym…
Urwał, orientując się, że dał się złapać.
– No właśnie – skwitowała Kaja. – Musiałbyś zobaczyć. I gdybyś to zrobił, odkryłbyś jeszcze jedną, dość ciekawą rzecz.
– Jaką?
– Na skórze są wypalone symbole.
– A konkretnie?
– Sprawdzisz, jak tu przyjdziesz. Mogę wyjść po ciebie do Gałęźnika, jesteśmy niedaleko.
Był to najgorszy z możliwych pomysłów. Zaorski resztkami silnej woli starał się wbić to sobie do głowy, ale czuł, że jego opór z każdą chwilą słabnie. Z Kają musiało być podobnie. Początkowo, jak zakładał, sama nie była pewna, czy nie popełnia gigantycznego błędu, ale im dłużej rozmawiali, im więcej kontaktu mieli, tym bardziej naturalne się to wydawało. Rozłąka zaś stawała się jakąś anomalią, zaprzeczeniem praw natury.