Tajemnica domu Helclów
Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński, Maryla Szymiczkowa — Kryminały

Najtrudniej ją chwycić. Goła pięta, wystająca z koca, stuknęła o podłogę. Ani mru mru. Nie, nikt nie idzie, nikt niczego nie usłyszał. Jeszcze tylko zasłać łóżko. I raaaz! Kto by się spodziewał, że ciało tak ciąży? Więcej niż za życia. Ile ona mogła ważyć, cztery kamienie? Cetnar? Nie, mniej niż cetnar. Chude toto, sama skóra i kości, głowa jak u ptaszka, dłonie jak łapki nietoperza. A ledwie z niej życie odpłynęło – to jakby dzwon Zygmunt dźwigać. Zipnęła? Nie, w żadnym razie. Ale jest przecież to wrażenie, że trup wróci zaraz do życia i zacznie się mścić. Jeszcze tylko ze cztery metry, trzy, dwa. Normalnie ten korytarz nie wydaje się aż tak szeroki, a teraz jakby się targało i targało. Na szczęście nie ma tu żadnych drzwi, żadnego zamka, wejście pod górę swobodne. Tak czy owak, zaczynają się schody. Dobrze, że nowe, to nieskrzypiące.