Ten drugi
Książę Harry — Autobiografie

Lu­dzie za­po­mi­nają o tym, jak bar­dzo moja matka dą­żyła do po­koju. Wie­lo­krot­nie okrą­żyła kulę ziem­ską, prze­mie­rzała pola mi­nowe, przy­tu­lała cho­rych na AIDS, po­cie­szała sie­roty wo­jenne, za­wsze pró­bu­jąc za­pro­wa­dzić po­kój, i wie­działem, jak bar­dzo chcia­łaby – chciała! – po­koju mię­dzy swo­imi chłop­cami, mię­dzy nami dwoma i tatą. I w ca­łej ro­dzi­nie.

Od wielu mie­sięcy Wind­so­ro­wie znaj­do­wali się w sta­nie wojny. Na­sze sze­regi by­wały skłó­cone co ja­kiś czas, od wie­ków, ale tym ra­zem wy­glą­dało to ina­czej. To był pu­bliczny roz­łam na pełną skalę, gro­żący nie­po­we­to­wa­nymi stra­tami. Dla­tego, choć przy­le­cia­łem do domu wy­łącz­nie na po­grzeb dziadka, już na miej­scu po­pro­si­łem o po­ufne spo­tka­nie z moim star­szym bra­tem Wil­lym i oj­cem, by po­roz­ma­wiać o tym, jak się sprawy mają.

By zna­leźć wyj­ście.

Ale te­raz spoj­rza­łem jesz­cze raz na te­le­fon i wzdłuż ogrodu i po­my­śla­łem: może zmie­nili zda­nie. Może nie przyjdą.

Przez pół se­kundy roz­wa­ża­łem pod­da­nie się, pój­ście na sa­motny spa­cer po ogro­dach albo z po­wro­tem do domu, gdzie wszy­scy moi ku­zyni pili i wy­mie­niali się opo­wie­ściami o dziadku.