Ten drugi
Książę Harry — Autobiografie

I wtedy, w końcu, zo­ba­czy­łem ich. Kro­cząc w moją stronę ra­mię w ra­mię, wy­glą­dali po­nuro, nie­mal groź­nie. Wię­cej, wy­glą­dali na jed­no­myśl­nych. Serce po­de­szło mi do gar­dła. Nor­mal­nie kłó­ci­liby się o to czy tamto, ale te­raz wy­da­wali się iść w zgo­dzie – w szyku.

Za­raz, czy umó­wi­li­śmy się na spa­cer... czy na po­je­dy­nek?

Pod­nio­słem się z drew­nia­nej ławki, nie­śmiało zro­bi­łem krok w ich stronę, nie­pew­nie się uśmiech­ną­łem. Nie od­wza­jem­nili uśmie­chu. Te­raz moje serce na­prawdę za­częło mio­tać się w piersi. Od­dy­chaj głę­boko, po­wie­dzia­łam do sie­bie.

Oprócz stra­chu czu­łem nad­na­tu­ral­nie na­tę­żoną świa­do­mość i ogromną bez­bron­ność, po­dob­nie jak w in­nych klu­czo­wych mo­men­tach mo­jego ży­cia.

Kiedy sze­dłem za trumną mo­jej matki.

Kiedy po raz pierw­szy bra­łem udział w bi­twie.

Kiedy prze­ma­wia­łem pu­blicz­nie pod­czas ataku pa­niki.

To samo po­czu­cie, że roz­po­czy­nam mi­sję i nie wiem, czy po­do­łam, ale wiem, że nie ma już od­wrotu. Że Los przej­muje wo­dze.

No do­brze, mamo – po­my­śla­łem, przy­spie­sza­jąc kroku – do dzieła. Trzy­maj za mnie kciuki.

Spo­tka­li­śmy się w po­ło­wie ścieżki.

– Willy? Tata? Cześć!