Ten drugi
Książę Harry — Autobiografie

Tę­sk­ni­łem za matką co­dzien­nie, ale tego dnia, tuż przed tym ner­wo­wym spo­tka­niem w Frog­more, za­tę­sk­ni­łem za nią gwał­tow­nie i nie po­tra­fi­łem po­wie­dzieć dla­czego. Jak wiele rze­czy zwią­za­nych z nią, trudno było to ująć w słowa. Mimo że moja matka była księżną i no­siła imię bo­gini, oba te okre­śle­nia za­wsze wy­da­wały mi się zbyt słabe, nie­ade­kwatne. Lu­dzie nie­ustan­nie po­rów­ny­wali ją do bo­ha­te­rów i świę­tych, od Nel­sona Man­deli, przez Matkę Te­resę, po Jo­annę d’Arc, ale każde ta­kie po­rów­na­nie, choć pod­nio­słe i pełne uwiel­bie­nia, oka­zy­wało się nie­tra­fione. Moja matka – naj­bar­dziej roz­po­zna­walna ko­bieta na świe­cie, jedna z naj­bar­dziej ko­cha­nych – była zwy­czaj­nie nie do opi­sa­nia, tak po pro­stu było. A jed­nak: jak ktoś tak da­lece wy­kra­cza­jący poza ję­zyk po­toczny mógł po­zo­stać tak rze­czy­wi­sty, tak na­ma­cal­nie obecny, tak wy­ra­zi­ście żywy w moim umy­śle? Jak to moż­liwe, że wi­dzia­łem ją, tak do­brze jak ła­bę­dzia su­ną­cego w moją stronę po ciem­no­nie­bie­skim sta­wie? Że wciąż sły­sza­łem jej śmiech, tak gło­śno jak śpiew pta­ków na na­gich drze­wach?