Testament
Remigiusz Mróz — Kryminały

Przełknięcie śliny przyszło Kranzowi z wyraźnym trudem. Skrzywił się, jakby wiązało się to z bólem.

– Był tam list od mojej pacjentki. List pożegnalny.

Joanna zgasiła papierosa.

– Popełniła samobójstwo? – odezwała się.

– Tak. I okazało się, że to właśnie jej ciało znalazłem.

W gabinecie Chyłki zaległa cisza, a powietrze zdawało się gęste i wilgotne, jakby do dwojga rozmówców zbliżał się front burzowy. Nie zastanawiając się długo, Joanna sięgnęła po kolejnego marlboro.

– Rozumie pani, jak to wygląda… – podjął Rafał. – Dziewczyna zapisuje wszystko praktycznie nieznajomej osobie i niedługo potem popełnia samobójstwo. A majątek jest naprawdę pokaźny.

W pokoju słychać było jedynie cichy syk tlących się tytoniu i bibułki.

– Stawia mnie to w niekorzystnym świetle – dodał Kranz.

– Raczej w cieniu – poprawiła go. – Podejrzeń.

– Otóż to.

– Ale to za mało, żeby zaraz po tym odkryciu zwracał się pan do mnie po pomoc prawną. Stało się coś jeszcze.

Pokiwał głową i Chyłka mogłaby przysiąc, że było w tym nieco uznania.

– Odjeżdżając z Grójeckiej, zauważyłem radiowóz zaparkowany nieopodal.

– I? Psy mają to do siebie, że czasem są na spacerze.

– Pojechali za mną, pani mecenas.