– Twój ojciec jutro wraca do miasta – przypomniała, mając nadzieję, że zdoła dotrzeć do chłopaka.
Nick dostrzegł zawahanie na twarzy najlepszego kumpla i rzucił z przekąsem:
– Boisz się tatusia, Emerson?
Wzrok, jakim Taylor obdarzył Fallon, w ułamku sekundy stwardniał. Chłopak chwycił kieliszek, którego nie zdołała zasłonić, i nie odwracając wzroku, jednym łykiem wypił jego zawartość. Miał gdzieś własne zdrowie i fakt, że dziewczyna się o niego martwiła. Liczyło się tylko to, aby nie stracić w oczach znajomych.
Przełknął alkohol, a sekundę później z jego płuc wyrwał się zduszony kaszel. Musiał chwycić się stołu, by nikt nie dostrzegł, że już ledwo stał na nogach. Gdy sięgnął po ostatni kieliszek, Fallon chwyciła szkło, uniosła je do warg i opróżniła do dna.
Gorzki smak tequili wypełnił jej usta. Potrzebowała chwili, aby zmusić się do przełknięcia trunku. Taylor nie odrywał od niej spojrzenia. Oddychając ciężko i wciąż trzymając się krawędzi blatu, powoli zmarszczył brwi w grymasie irytacji.
– Nie prosiłem cię o pomoc – warknął, choć głos miał bardziej bełkotliwy i niewyraźny niż chwilę wcześniej. – Nie prosiłem o pieprzoną pomoc, Fallon! – krzyknął.