W jednej chwili śmiechy kompletnie ucichły. W ciszy słychać było jedynie przyśpieszony oddech Taylora i szepty. To jednak nie jego wybuch złości skutecznie uciszył zgromadzony tłum i muzykę. Zrobiło to pojawienie się Christiana Emersona, o czym Fallon przekonała się, gdy kilka sekund później odwróciła głowę.
Dostrzegła mężczyznę w czerni. Stał w wejściu do salonu. To właśnie on, choć z jego ust nie padło jeszcze ani jedno słowo, sprawił, że nikt nie odważył się wziąć nawet głębszego wdechu. Nawet Nick, który zazwyczaj miał najwięcej do powiedzenia, pośpiesznie cofnął się o krok, uciekając z centrum widowiska.
Tymczasem Christian Emerson przesunął spojrzeniem po tłumie. Ubrany w idealnie skrojony garnitur i z twarzą zdradzającą lekką irytację tak bardzo przypominał ojca, przez co przerażał Fallon jeszcze bardziej.
– Za pięć minut ma was wszystkich tu nie być. – Miał głos barwy aksamitu przesiąkniętego złowrogim spokojem.
Kilka rzuconych przez niego słów wystarczyło, aby w zaledwie trzy minuty salon kompletnie opustoszał. Fallon przez ułamek sekundy rozważała, czy nie wymknąć się razem z tłumem, ale postanowiła zostać.