– Powinnaś wrócić do domu – oznajmił. Nie było to propozycją ani tym bardziej sugestią.
Christian Emerson nie był człowiekiem, który cokolwiek sugerował. Po prostu kazał jej się wynosić, bo podobnie jak jego ojciec uważał Fallon za szpetną plamę na wizerunku ich idealnej rodziny.
Dziewczyna przeniosła wzrok na Taylora. Sądziła, że stanie w jej obronie lub coś powie, ale ten nawet na nią nie spojrzał. Nie była pewna, czy tak bardzo bał się brata, czy po prostu wciąż był na nią wściekły za to, co stało się przed kilkoma minutami.
– Muszę tylko pójść po swój telefon – mruknęła, zerkając na Christiana.
Nie chciała patrzeć w jego oczy dłużej, niż było to konieczne. Cholera, nie chciała nawet stać w tym samym pomieszczeniu co on, więc jeszcze raz spojrzała na Taylora, po czym pośpiesznie opuściła salon. Zwolniła dopiero, gdy znalazła się na schodach. Miała nadzieję, że uda jej się usłyszeć strzępki rozmowy braci, ale nic nie zmąciło ciszy od dłuższego czasu panującej w pomieszczeniach.
Fallon zabrała swój telefon z komody w sypialni, gdzie odnalazła także kurtkę. Gdy wróciła do salonu, zastała tam jedynie Taylora. Odwrócony tyłem do wejścia, sprzątał puste kieliszki ze stołu.
– Pomogę ci…