– Christian miał rację – uciął, wciąż się nie odwracając. – Powinnaś wracać do domu. Zamówię dla ciebie taksówkę.
– Poradzę sobie. – Stanęła tuż za nim i uniosła dłoń, jednak zawahała się, zanim jej palce dotknęły jego ramienia. – Myślałam, że twój ojciec ma jakieś spotkanie za miastem.
– Bo to prawda. Miał wrócić dopiero jutro, ale sprawy potoczyły się szybciej, niż przypuszczał, i będzie za chwilę w domu. – Odetchnął głęboko. – Christian przyjechał zabrać jakieś papiery z jego gabinetu.
– Taylorze…
Zamilkła, kiedy w końcu na nią spojrzał. Jego wzrok wciąż był nieco zamglony, choć nagłe pojawienie się brata wyraźnie zdołało otrzeźwić chłopaka.
– Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałem. Wiem, że nie chciałaś źle. Nick wpadł na pomysł z piciem, a ja jak ostatni idiota się na to zgodziłem.
– Przykro mi, że to wszystko tak się skończyło.
– Jedź do domu – polecił. – Lepiej, żeby mój ojciec cię tutaj nie widział. Pewnie i tak dowie się o imprezie. – Skrzywił się.
– Daj znać, gdy wróci, okej? – Objęła dłońmi policzki chłopaka, pochyliła się i złożyła na jego wargach krótki, pełen czułości pocałunek. – Smakujesz tequilą – mruknęła, przez co Taylor mimowolnie się uśmiechnął.
– Uważaj na siebie.