– Gdy dorośniesz, zrozumiesz, że w naszym świecie nie ma dla ciebie miejsca – rzucił, kiedy dziewczyna ruszyła w stronę auta. – Obyś była dość mądra, by pojąć to, zanim ktoś cię złamie. Taylor cię nie obroni.
Fallon wyciągnęła z samochodu swój telefon.
– Dzięki za przejażdżkę i cenną radę. Resztę drogi pokonam na nogach.
– Nie masz pojęcia, co robisz – zatrzymał ją, kiedy się odwróciła. – Nie pasujesz tutaj. To nie rada. To ostrzeżenie.
Brunetka zacisnęła zęby. Przez to, co przeszła w liceum, zdołała przywyknąć do podobnych słów, ale te w ustach Christiana Emersona wydawały się o wiele gorsze. Sposób, w jaki to mówił, i wyższość pobrzmiewająca w jego głosie raniły bardziej.
Po policzku dziewczyny spłynęła łza. Tylko jedna. Na więcej nie mogła sobie pozwolić. Nie chciała dać mu tej satysfakcji.
Nie odpowiedziała, zamiast tego bez słowa ruszyła przed siebie. Zdołała postawić zaledwie kilka kroków, gdy telefon, który trzymała w dłoni, zawibrował. Na ekranie pojawił się nieznany numer.
– Tak? – Przycisnęła urządzenie do policzka i pociągnęła nosem.
– Fallon Helling?
– Tak, to ja.
– Dzwonię z komisariatu przy Clark Street4.
– Coś się stało?
– Chodzi o pani rodziców.
Czas gwałtownie zwolnił.