– Sądzę, że ma na myśli propozycję, że pojedzie z tobą na wesele twojej siostry – wyjaśniła łagodnie. – Pamiętasz, zaraz po tym, jak powiedziałaś mi, że sprawy uległy zmianie i że potrzebujesz teraz kogoś znaleźć, ujęłaś to chyba słowem „kogokolwiek”, kto poleci z tobą do Hiszpanii i weźmie udział w weselu, bo w przeciwnym razie umrzesz powolną, bolesną śmiercią, i…
– Przypominam sobie – przerwałam jej, czując, że twarz mi znów płonie, bo zdałam sobie sprawę, że Aaron wszystko to usłyszał. – Dzięki, Rosie. Możesz zakończyć powtórkę. – W przeciwnym razie już teraz umrę powolną, bolesną śmiercią.
– Użyłaś chyba słowa „zdesperowana” – wtrącił Aaron.
Zapłonęły mi też uszy, świecąc pewnie pięcioma odcieniami odblaskowej czerwieni.
– Wcale nie – wydyszałam. – Nie użyłam tego słowa.
– W sumie… użyłaś, kochana – potwierdziła moja najlepsza… nie, teraz to już moja była przyjaciółka.
Zmrużyłam oczy i powiedziałem bezgłośnie „zdrajczyni”.
Ale oboje mieli rację.
– W porządku. No to powiedziałam. Co wcale nie oznacza, że jestem zdesperowana.
– Właśnie tak mówią naprawdę bezradni ludzie. Ale mów, co chcesz, jeśli dzięki temu lepiej sypiasz, Catalino.