Czasem mi się te ich rzeźby śniły. Zrywałem się w środku nocy z krzykiem, zlany potem. Matka myślała, że jakaś choroba się u mnie zaczyna. Musiałem pić zioła, jeść miód, bo bałem się przyznać, że to te ich rzeźby. Nie wiem czemu. Może samego tego się bałem, że się boję. W dodatku rzeźb. Każdy strach ma kilka pięter, jak pan wie. Jeden strach ze snu pana zerwie, a inny pana uśpi. A jeszcze inny... Nie ma zresztą o czym mówić. Nie ma rzeźb, nie ma Kużdżałów. Miód zresztą lubiłem, zioła mnie aż wykrzywiały. Ale matka stała nade mną, pij, pij, to na zdrowie.