Nie powiem panu, skąd wypływała i gdzie kończyła swój bieg. Wtedy nie chodziło się tak daleko. Strach było tak daleko chodzić, lasy ciągną się tu i ciągną. A teraz też nie chodzę, bo po co? Zresztą wejdzie się z tej czy z tej strony i zaraz na brzegu ma pan wszystko. Jagody, poziomki, jeżyny, grzyby. No, nie o tej porze. Za późno pan przyjechał. Teraz jeszcze tylko żurawiny. Ale to musiałby pan poczekać, aż przymrozki ścisną, bo najwięcej na bagnach ich rośnie. Bagna niedaleko stąd. Dałbym panu jakiś dzbanek, nazbierałby pan sobie. Żurawiny do pasztetu, palce lizać. Jeszcze z gruszkami, a pasztet z zająca.