Traktat o łuskaniu fasoli 2018
Wiesław Myśliwski — Literatura

Ja nie zbieram, nie mam kiedy, muszę tu pilnować. Tak jak teraz, po sezonie, prócz mnie i tych moich psów nie ma tu nikogo. Raz na jakiś czas ktoś wpadnie zobaczyć, co, jak z jego domkiem. Prawdę mówiąc, niepotrzebnie. Każdy wie, że wszystko w porządku. I nie może być inaczej, skoro pilnuję. Mogli nieraz się przekonać. Ale przecież nie mam prawa nikomu zabronić, jeśli ktoś chce zobaczyć, co, jak. To ich domki. Tylko że to raczej przed południem. Nikt by o tej porze. O tej porze martwo się tu robi. I zmierzch dużo wcześniej już zapada. Miesiąc temu nie paliłbym jeszcze światła. Całkiem dobrze widziałem litery, nawet te najmniejsze. I bez okularów malowałem. A teraz, widział pan, zmierzch, to nawet na zalewie ani jednej zmarszczki. Wydawać by się mogło, że woda skrzepła w trwały grunt. Jeszcze tak jak dzisiaj, przy bezwietrznej pogodzie, mógłby ktoś pomyśleć, że da się suchą nogą przejść z tamtego brzegu na ten brzeg.