Nagle widzę, po obu stronach drogi zaczynają pełgać jakieś dziwne mdłe światełka. Cóż to może być? Z początku jeszcze rzadkie, tu, tam. Nietrudno jednak było spostrzec, że stoją w oknach, jakkolwiek okien mało było widać, a jeszcze mniej domów, ledwie zarysy majaczące we mgle. Domyśliłem się, że przejeżdżam przez jakąś miejscowość, zwłaszcza że tych światełek przybywało, gęstniały, a wkrótce z jednej, drugiej strony drogi utworzyły się z nich świecące łańcuchy, tak że jechałem jakby w takiej alei. Jechałem, za dużo powiedziane, toczyłem się raczej. Mgła przede mną wciąż była gęsta.