Traktat o łuskaniu fasoli 2018
Wiesław Myśliwski — Literatura

W końcu nacisnąłem raz i drugi sygnał i, o dziwo, przyklepali się w ręce i jeden ruszył na jedną stronę drogi, drugi na drugą. Położyłem już nogę na pedale gazu, gdy nagle zawrócili i znów się zaczęli obłapiać. I tak obłapieni, przytuleni kołysali się i kołysali, jakby doszli do wniosku, że nie będą się rozstawać, tylko zwalą się i tu się prześpią, na drodze. Na szczęście wzięli się pod ręce i ruszyli całą szerokością drogi przed siebie w tę mgłę. Ruszyłem i ja wolniutko za nimi, licząc, że może uda mi się ich wyminąć, gdy jeden drugiego przeciągnie na tę czy na tamtą stronę drogi. Lecz co ten tego przeciągnął, to od razu tamten przeciągał go na swoją. I tak szli zygzakiem, a jeszcze co trochę przystawali, poklepując się, potrząsając czy ciągnąc się za ręce. A wraz z nimi musiałem i ja przystawać.