Traktat o łuskaniu fasoli 2018
Wiesław Myśliwski — Literatura

W pewnej chwili wyłoniła się z mgły nad drogą brama. Właściwie zajaśniała. Łańcuch podobnych, co w oknach, mdłych światełek znaczył ją od pobocza z jednej strony i piął się ku górze, gdzie nad środkiem drogi urywała się ta jedna świecąca połowa półkola. W drugiej, zgasłej, pewnie żarówki się przepaliły czy może przewód się przerwał. I w tej świecącej się połowie półkola jaśniało jedno słowo: Witaj. Napis musiał być dłuższy, lecz z tą drugą połową zgasł.

Zatrzymali się w tej bramie. Nie obłapiali się już, nie potrząsali, nie klepali, podali sobie tylko ręce, a we mnie nadzieja wstąpiła, że może wreszcie się rozejdą. Nie mogli się, co prawda, wyrwać z tych swoich rąk, jakby nie byli pewni, czy ustaną w pojedynkę. W końcu jednak jakoś się powyrywali sobie i jeden znikł po tej stronie drogi, drugi po drugiej.