Traktat o łuskaniu fasoli 2018
Wiesław Myśliwski — Literatura

Odetchnąłem z ulgą. Ale nie ruszyłem od razu. Wysiadłem z samochodu, chwilę postałem, żeby uspokoić się trochę. Chłód mgły dobrze mi zrobił. I dopiero wsiadłem, i wolniutko ruszyłem. Przejechałem może kilkadziesiąt metrów, a tu znów wyłaniają mi się z mgły oni na środku drogi. Nie wiedziałem już, co robić. Stałem. Chyba jednak dostrzegli samochód, bo objęci za ramiona obrócili się, chociaż z trudem, w moją stronę. Opuściłem szybę, wychyliłem głowę.

– Dobry wieczór panom. Czy nie mogliby panowie?...

Zaczęli do mnie robić jakieś miny, jakby mnie uspokajając, że zaraz zwolnią drogę. I rzeczywiście, taczając się, po chwili ruszyli przed siebie. Postanowiłem poczekać. Złapałem w radiu jakiś koncert, posłuchałem i dopiero ruszyłem. Z duszą na ramieniu jechałem, ze wzrokiem napiętym, niepewny, czy znów nie wyłonią się z tej mgły na środku drogi. Nie uwierzy pan, ale jakbym się do nich już przywiązał. I nawet zaczęło mi ich brakować.

Skończyły się światełka, trochę przyspieszyłem. Po kilku kilometrach poczułem się tak zmęczony, że gdy zobaczyłem po lewej stronie rozświetlony napis „Zajazd”, postanowiłem się zatrzymać.