Ale powiem panu, całą noc już oka nie zmrużyłem. Zastanawiałem się nawet – jechać dalej czy zawrócić. A pan chyba dobrze spał? Bo kiedy się zbudziłem, a właściwie psy mnie zbudziły, i wyjrzałem raz, drugi przez okno, pan wciąż się nie pokazywał. Samochód stał, więc domyśliłem się, że ktoś przyjechał. Zastanowiło mnie tylko, o tej porze, jesienią, któż to może być? Zwłaszcza że samochód obcy, poznałem, bo nikt tu takiego nie ma. Jaka to marka? Tak przypuszczałem. Miałem kiedyś taki sam. Szybki był jak strzała. I nie zdarzyło się, żeby mi się kiedykolwiek zepsuł. Spod świateł ruszałem, to gdzie tam już byłem, jak inni dopiero ruszali. Dotknąłem pedału gazu, a niemal skakał. Mało kto mnie na trasie wyprzedził. Lubiłem szybką jazdę. Szybką jazdę, szybkie życie. Szybkie życie, wydawało mi się, będzie krócej trwać. Bać się? A czego? Najwyżej. Nie ma znów tak za co tego życia szanować. Przynajmniej jeśli chodzi o moje. O, tak, zapłaciłem mandatów. Raz mi nawet prawo jazdy na rok odebrali. Wypadki? A czy da się jeździć bez wypadków? Tak jak żyć się nie da bez wypadków. Raz miałem nogę, o, w tym miejscu złamaną. Raz obojczyk, raz trzy żebra, wstrząs mózgu.