Nie domyśliłem się z początku, że pan w domku pana Roberta się zatrzymał. Dopiero gdy pan zasłonkę w oknie odsłonił. Czyżby pan Robert, pomyślałem? I aż nie chciało mi się uwierzyć. Tak długo już tu go nie było, w końcu przyjechał, no, no. Chyba południe minęło, kiedy pan wyszedł? Stał pan na tarasie, rozglądał się pan i wtedy poznałem, że to nie pan Robert. Chociaż nie od razu. Ten sam wzrost pan ma i też jest pan szczupły. W dodatku kapelusz twarz panu przesłaniał. Psy zaczęły drapać do drzwi, żeby ich wypuścić, o, to już wiedziałem, że nie pan Robert. Ale przecież nie wypuszczę ich samych do nieznajomego. Postanowiłem, że poczekam, aż pan do mnie przyjdzie, powie mi pan, kto pan jest, po co pan przyjechał, na jak długo.