Traktat o łuskaniu fasoli 2018
Wiesław Myśliwski — Literatura

I drugi raz wieczorem. Wtedy już zaglądam do każdego domku i zapalam światła. W środku, na tarasie. Zapalam i zostawiam, i do następnego idę. I tak domek za domkiem, zapalam, zostawiam i aż do ostatniego. Z każdym domkiem jaśniej i jaśniej się robi. Układa się jakby taki świecący wieniec wokół zalewu. I aż łuna bije, jakby się i zalew świecił, i niebo nad zalewem, i las. A psy, nie ma pan pojęcia, jak się wtedy cieszą. Nigdy bym nie przypuszczał, że psy potrafią się tak cieszyć. Tak na co dzień są spokojne, skupione, bez potrzeby nie szczekają. Czy żeby kiedykolwiek wyły, jak to inne psy. Nawet do księżyca nie. Czy ktoś tu kiedyś umarł w jednym domku, też nie wyły. Chyba że sobie coś wyobrażą, to nawet nie musi się nic dziać. O, nie uwierzyłby pan, co sobie potrafią wyobrazić. Więc może, gdy tak te wszystkie światła się świecą, wyobrażają sobie, że to jest ich raj? Psy przecież nie muszą wyobrażać sobie raju jako kwitnącego ogrodu, gdzie wszystko jest. Wystarczy im, że nie ma tam człowieka. A ja, pyta pan? Mnie mogą mieć za tego, który pilnuje im tego raju.