Jeśli gala miała dać mi poczucie satysfakcji z wykonanej pracy i wzbudzić niekontrolowany pociąg do studiów uzupełniających, powinnam złożyć reklamację. Pamiętam tylko tłum, duchotę i dręczące wątpliwości: co dalej zrobisz ze swoim życiem, Garstka? Bardziej od nich irytowała mnie tylko elegancka prążkowana garsonka, którą ciocia Tamara sprezentowała mi na tę okazję. Miałam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała jej zakładać. Właściwie sporo mówiło to o moich perspektywach na rynku pracy.
Nie miałam pojęcia, co mogłabym robić dalej. Chciałam zmiany i odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie znałam. Ciocia Tamara nazywała to jaskółczym niepokojem.
Siedziałam w dusznej auli – nikt nie uznał za stosowne włączenia klimatyzacji – i snułam fantazję o Hagridzie, który z zadyszką staje na moim progu i mówi:
– Garstko! Od lat cię szukamy! Hogwart cię potrzebuje!
– Hagridzie – odpowiadałam swojej fantazji – mam prawie dwadzieścia trzy lata.
– Nie szkodzi, dziewczyno! Na naukę i odkrycie swojego przeznaczenia nigdy nie jest za późno.
– Daj mi minutę na spakowanie plecaka. Czy dostanę sowę? – To naprawdę jedyne pytanie, które zadałabym przed wyruszeniem do akademii magii.