Trylogia kopenhaska
Tove Ditlevsen — Pozostałe

Słońce wyłaniało się zza zielonego cygańskiego wozu, jakby wydobywało się z jego wnętrza, a Hans Świerzb wychodził z nagim torsem i miską w rękach. Polawszy się wodą, sięgał po ręcznik, który podawała mu Piękna Lili. Nie odzywali się do siebie ani słowem, byli niczym obrazki w książce, której kartki przewraca się bardzo szybko. Podobnie jak moja matka, oni także za kilka godzin mieli się odmienić. Hans Świerzb był żołnierzem Armii Zbawienia, a Piękna Lili jego narzeczoną. Latem upychali w swoim zielonym wozie mnóstwo dzieci i wywozili je na wieś. Rodzice płacili im za to koronę dziennie. Sama z nimi wyjechałam, kiedy miałam trzy lata, a mój brat siedem. Teraz, w wieku pięciu lat, z tego wyjazdu pamiętałam jedynie, że Piękna Lili raz zabrała mnie z wozu i posadziła na ciepłym piasku, w moim przekonaniu będącym pustynią. Potem zielony wóz zaczął się ode mnie oddalać, stawał się coraz mniejszy, w środku siedział mój brat, ja zaś miałam już nigdy nie zobaczyć ani jego, ani matki. Po powrocie do domu wszystkie dzieci miały świerzb. Właśnie dlatego Hansa nazywano Świerzbem. Ale Piękna Lili wcale nie była piękna.