Wśród głuchej ciszy wychwytuje dobiegający z telewizora w dużym pokoju odgłos syreny policyjnej, pakistański przebój od sąsiada i ciężkie kroki na klatce, jakby to szła pani Madsen. Potem na drugim końcu linii słychać miękki śmiech. To śmiech z odległej przeszłości. Odległej co prawda nie w czasie, lecz mimo wszystko dalekiej. Podobnie jak siedemdziesiąt procent całej przeszłości Harry’ego, w regularnych odstępach powracającej do niego w postaci niejasnych plotek lub wręcz wymyślonych historii. Ale tę historię mógłby potwierdzić.
– Naprawdę wciąż udajesz takiego macho, Harry?
– Anna?
– Doprawdy, potrafisz zaimponować!
Harry poczuł słodycz rozlewającą się w brzuchu prawie jak whisky. Prawie. W lustrze zobaczył zdjęcie, które przypiął do przeciwległej ściany. Dwoje dzieci, on i Sio, podczas odległych wakacji w Hvitsten. Oboje się uśmiechali, tak jak uśmiechają się dzieci, które wciąż wierzą, że nic złego nie może ich spotkać.
– Co porabiasz w niedzielny wieczór, Harry?