Nagle stało się tak, jakby ktoś wcisnął guzik pauzy. Wszelki ruch w lokalu bankowym zamarł. O tym, że czas się nie zatrzymał, świadczyły jedynie poruszające się samochody za oknem. I wskazówka sekundnika na zegarku Harry’ego, która pokazywała, że upłynęło dziesięć sekund. Stine wcisnęła guzik pod swoim pulpitem. Zaszumiała elektronika i mały pchnął kolanem niskie drzwiczki przy samej ścianie.
– Kto ma klucz? – spytał. – Pospieszcie się, nie mamy całego dnia do stracenia!
– Helge! – zawołała Stine przez ramię.
– Słucham? – Głos dobiegł zza otwartych drzwi do jedynego w lokalu bankowym gabinetu.
– Mamy gości, Helge!
W drzwiach ukazał się mężczyzna w muszce i okularach.
– Panowie chcą, żebyś otworzył bankomat – wyjaśniła Stine.
Helge Klementsen pustym wzrokiem popatrzył na dwóch mężczyzn w kombinezonach, którzy znajdowali się już za kontuarem. Ten wysoki nerwowo zerkał w stronę drzwi, niższy natomiast utkwił wzrok w kierowniku oddziału.
– A, tak, oczywiście – wydusił z siebie Helge Klementsen, jak gdyby właśnie przypomniał sobie, że spotkanie było umówione, i wybuchnął głośnym nerwowym śmiechem.