Przed momentem była gotowa mi się oddać. Po tym, co przeszła, odważyła się zaufać właśnie mnie, bydlakowi, który zadał jej tyle bólu, a ja… ja w tej właśnie chwili dobijam ją takim pytaniem… Niech cię szlag, Witoldzie Sejbercie! Niech cię jasny szlag! Nie zasługujesz nawet na to, żeby żyć, a na miłość tej dziewczyny nie zasługujesz na pewno.
– Kocham cię, Daniu. Pamiętaj o tym, dobrze? Choćby świat miał zaraz się skończyć: kocham cię.
– Ja też ciebie kocham, Wiciu.
– Potrafiłabyś mi zaufać? Bezgranicznie?
Przytaknęła. Uratował jej życie. Ufała Witoldowi, jak żadnemu mężczyźnie przed nim.
– Pamiętasz, co mi powiedziałaś zaraz po wypadku? Nigdy, przenigdy się ode mnie nie odwrócisz, choćbym nie wiem co mówił i co robił.
– Pamiętam.
– Kocham cię. – Powtórnie usłyszała słowa, za które oddałaby pół życia, a zaraz potem padło sześć następnych, których nie chciałaby nigdy w życiu usłyszeć: – Która z was zabiła Mata Sawę? – I serce Danieli stanęło w pół uderzenia.