– Aha, zapomniałem powiedzieć, że na tej lasce, poniżej rękojeści była złota plakietka. A na niej wygrawerowany napis…
– Złota, mówicie – przerwał mi. Podniósł słuchawkę telefonu. – Gruby do mnie. No, widzicie. Trzeba grzebać, aż zaboli. – Przestał bębnić palcami, nawet jakby się uśmiechnął do mnie. – To by rozwiązało nam sprawę.
Gruby stanął w progu.
– Co jest, szefie?
– Jedźcie szukać tej laski. Jest na niej złota plakietka.
– Jak złota, to nie ma co szukać, już jej nie znajdzie. – I zaczął snuć swoje wątpliwości: – Złoto teraz w cenie. Handel zakazany, to i kwitnie. Ileśmy już zarekwirowali złotych rubli, dolarów, a oni wciąż sprzedają. Iluśmy nawsadzali i co? W kościołach nawet kradną i przetapiają na ruble i dolary.
– Nie pieprz mi. Jedźcie. Rozkaz.
– Tak jest. – Gruby trzasnął obcasami, aż się zachwiał. Widocznie jego ciało było za ciężkie jak na szczupłe nogi.