– A może, może – powiedziała, nie odrywając oczu od pisma. – Nie skończą do nocy, to od rana znów zaczną. Dopiero kartkę zapisałam. Z Edkiem miałabym już z pięć. O, Edek nie certoli się. I przywali, i przydusi, jak kto nie mówi prawdy. A nikt nie mówi. Wy też kręcicie, jak tak słucham was. I jakieś to wszystko nie takie, co mówicie. Edek by z was wycisnął. Edek nawet podkowy zgina. Mnie to jak piórko pod sam sufit podnosi. Z Edkiem nie nudzi się człowiek, kiedy przesłuchuje. Przy Edku to wszyscy tu prawie kurduple. Edkowi wszyscy sypią jak z rękawa. Poznaje się życie. W książce tego nie przeczyta, co przy Edku się dowie. Na spowiedzi tyle nikt nie powie, co Edkowi. Edek wziąłby was w obroty, to i wy niejedno byście się o sobie dowiedzieli. Edek nie dałby wam cały czas siedzieć, jak ten. Chociaż dobry człowiek i niegłupi, ale sam nieraz nie wie, czego chce. Pyta was i pyta, a pisać nie ma co. I herbatą was poczęstował. Edek by wam kropli wody nie dał. I pan wam mówił, pókiście go nie zdenerwowali. Z Edkiem byłoby już po przesłuchaniu, mogłabym iść do domu. A z tym nie wiadomo. Kazał im jechać, laski szukać, a co mu laska powie. Zmierzchać się zaczyna.