– Dawno, niedawno, ale jak się kochało, to dalej się czeka.
– A pani kochała?
– Też pytanie. Jest ktoś taki, kto nigdy nie kochał? Żyje pan, widzę, sporo lat, jak i ja, i nie wie pan o tym? Do teraz kocham, choć już pewnie nadaremnie. Boleję, że mu nigdy tego nie powiedziałam.
– I czemuż pani nie powiedziała?
– Chorowałam, a lekarze nie dawali mi wiele życia, to nie chciałam go obciążać swoją miłością. Zwłaszcza że po zdaniu matury wyjechał. Nie wiedziałam nawet gdzie, a teraz może i nie żyje. Pan by powiedział, jakby nie był pewny, czy pan będzie żył?
– Nie wiem, zwłaszcza po tylu latach. Może też nie chciałbym jej obciążać wyrzutami sumienia, że porzuca moją miłość, gdyby przyszło jej umrzeć.
– Czy to znaczy, że kochał pan kogoś?
– Do teraz kocham, choć również nie mam pewności, czy żyje. Ale gdyby żyła, chybabym jej i teraz nie powiedział, gdybyśmy się spotkali, bo ani ona by mnie nie poznała, ani ja jej. Nie jesteśmy już ci sami, co w młodości.
– Jeśli się kocha, zawsze jest się tym samym. Gdyby człowiek to wiedział w młodości, inaczej by żył. A tak niejedno zmarnuje. A najczęściej miłość. No, pójdę już. Muszę koty nakarmić.
– Dużo ich pani ma?
– Różnie. Ile się zleci.
– Odprowadzę panią.