Ucho Igielne
Wiesław Myśliwski — Literatura

Co prawda, jemu ziemia sama biegła pod nogami, a ja wlokłem się krok za krokiem, podpierając się laską. Nie mówiąc, że jemu spieszyło się, aby ona nie doszła do domu wcześniej, niż on dopadnie tych stromych schodów. A ja porzuciłem już dawno nadzieję i szedłem jedynie odwiedzić tę dawną dziką, zieloną dolinę. Tyle lat, tyle lat, że nawet nie jestem pewny, czy wracała przez park, czy przez miasto, gdy ją ostatni raz odprowadzałem. Jak zawsze, i tym razem spytałem:

– Mogę cię odprowadzić?

– Będzie mi miło – powiedziała z uśmiechem, chociaż to nie był uśmiech, jakiego bym oczekiwał. – To dlatego urwałeś się z łaciny? No, wiesz. Będę cię miała na sumieniu.

A gdy się już pożegnaliśmy, jeszcze stałem przy furtce, póki jej kroki całkiem nie ucichły na wydeptanej ścieżce prowadzącej przez sad pod sam jej dom. Czasem już niewidoczna wśród drzew, nim doszła do domu, odkrzyknęła mi:

– Hej!

Wszedł, i nie wiem, czy usłyszał, czy się raczej domyślił, bo od drzwi powsiadł na Bronkę:

– Ile razy ci mówiłem, Bronka, że z przesłuchiwanymi nie wolno rozmawiać.

– A gdzie bym rozmawiała. Pytał mi się tylko, co w tym piśmie jest, to mu powiedziałam: sukienki, płaszcze, bluzki, spódnice.