– Tylko że za co się człowiek nie weźmie, wszystko jest może, może, może. Jakbyśmy i my byli może. I ten posterunek może. A kto wie, czy i ten cały pieprzony świat nie jest może. Nic nie ma pewnego. Szlag by to jasny trafił! – Złapał szklankę po herbacie w garść, wydawało się, że ją zgniecie, aż Bronka jęknęła, ale na szczęście tylko wybiegł z tą szklanką z pokoju.
– O, nieprędko teraz wróci – powiedziała Bronka. – Teraz naprawdę się wściekł, bo przedtem więcej udawał, żeby was postraszyć. Widać, będzie się ciągnąć to przesłuchanie nie wiadomo dokąd. A ja się umówiłam ze swoim. Też milicjant, tylko z innego posterunku. Nie przyjdę, to i on się wścieknie. – I rozłożyła znów pismo przed nosem.
Myślałem, czyby jej nie poprosić, żeby mi zrobiła jeszcze szklankę herbaty. W gardle mi zaschło, wargi mi spierzchły. Ale zdałem sobie sprawę, że nie jest w mocy Bronki robienie herbaty przesłuchiwanemu. I uniosłem pustą szklankę do ust z nadzieją, że może jest tam jeszcze jakaś kropelka.