Nie będziecie przecież chodzić o lasce. Za młodzi jesteście. Śmialiby się z was. Nic mi zresztą do tego. W głowie mam ślub. Myślę, jak się po ślubie ułoży, bo różnie bywa. Niektórzy biją swoje. Może nie będzie bił. Chciałby syna, a ja córkę. Nie wiem, jak się pogodzimy. A to będę rodzić, aż dobijemy się syna. Tu jeden na posterunku ma cztery córki. Oficer, ale jakie to koszta, gdy dorosną, każdą strój, wydawaj za mąż. A oficerska pensja na jedną, dwie najwyżej starczy. Przychodzi czasem do mnie, poradź, Bronka. Poradziłabym mu, jakby nie był w milicji. Niechby wszystkie cztery posłał na zakonnice. Martwię się, bo mój jest o głowę niższy ode mnie, i to kiedy jestem na płaskim obcasie. Boli go to, widzę, ale nie skrócę przecież nóg. Przyrzekłam mu, że tylko na ślub założę wyższe, a potem nigdy. A tobie kupię kapelusz i zrównamy się. Coś zwariowała, w mundurze i kapeluszu? To przenieś się do tajniaków, chodzą po cywilnemu. W szkole grałam w koszykówkę, dlatego tak wyrosłam, mówią. A wy macie kogoś? No, jakąś dziewczynę?
– Miałem.
– Co, rzuciła was?
– Nie wiem.