Podczas śniadania w Bellevue goście przy sąsiednim stoliku rozmawiali o zbiegłej niedźwiedzicy. Cora, ma na imię Cora, powiedziała po francusku kobieta w moim wieku, a towarzyszący jej mężczyzna przyznał, że taka ucieczka jest czymś niesamowitym, i wytarł usta serwetką. Rwali świeże croissanty i maczali w mlecznej kawie. Poczułam, że już pora. Zmysły miałam wyostrzone, a jednocześnie czułam się pootwierana, trzaskająca. Zrujnowany dom, w którym hula przeciąg.