Ucieczka niedźwiedzicy
Joanna Bator — Literatura

Następne dekady wypełniły mi opieka nad ojcem, praca i żal stygnący w jakiś rodzaj zgody, która nie przynosiła ani ulgi, ani oczyszczenia. Gdyby można było ją zobaczyć, byłaby szara i chropowata jak stary pumeks zapomniany na brzegu wanny. Dziś po przebudzeniu próbowałam przypomnieć sobie słowo katharsis. Mroczniało w moim umyśle jak mały wypalony punkt. Pamiętałam, co znaczy, a nawet to, że wiele lat temu zatytułowałam tak tomik poezji, jednak samego słowa nie mogłam sobie przypomnieć i sprawiło mi to wielki ból. Nie pomogło wizualizowanie alfabetu i sprawdzanie litera po literze, czy ta właśnie jest początkiem zguby. Aaaa, jęczałam. Beee, beczałam. Pomógł mi dopiero internet. Ona, Katharsis, tom wierszy Marianny Polnej. Kiedy musisz pytać komputer o coś tak istotnego dla życia jak katharsis, pora się zbierać.

Mój ojciec nosił przy sobie truciznę w pustej łusce naboju. Pocisk go nie zabił, choć po to został wystrzelony. Ojciec lubił go wyjmować i o nim opowiadać: zawsze skupiał na sobie uwagę i potrzebował tego. Pragnął rozstać się z życiem w odpowiednim momencie. Z fasonem. Jednak zagapił się i zapomniał, o czym miał pamiętać.