Za którymi nie przepadał. Gdyby Westacres było świątynią, jak czasem je określano, o wiernych można by powiedzieć, że niezbyt ściśle przestrzegają zasad. Bo żaden z prawdziwych wiernych nie wyrzuciłby śmieci po żarciu na wynos do chrzcielnicy w swojej katedrze, a nikt, kto szczerze pragnąłby przestrzegać reguł swojej religii, nie wypiłby sześciopaku strongbowa przed wpół do dziesiątej rano, by potem to wszystko zwrócić na podłogę swojego kościoła. Jako pobożny muzułmanin Samit nie mógł znieść praktyk, których na co dzień był świadkiem, ale jako jeden z oddanego zespołu funkcjonariuszy porządkowych – lub, jak sami się nazywali: ochroniarzy – powstrzymywał się od wołania o bożą pomstę na bezbożnikach i zadowalał się udzielaniem surowych ostrzeżeń osobom, które śmieciły, oraz eskortowaniem nietrzeźwych do wyjścia. Przez resztę czasu wskazywał drogę, pomagał namierzyć zagubione dzieciaki, a raz nawet – wciąż często wracał do tego myślami – ścigał i zatrzymał kieszonkowca.