Teraz zewsząd zaczęli się zjawiać inni ochroniarze przyciągani tym napływem ludzi. Samit pomachał do nich z przejęciem i sięgnął po radio dokładnie w chwili, gdy pierwsza trójka zatrzymała się pośrodku i postawiła podręczną torbę na podłodze. Gdy wciskał przycisk nadawania, rozpięli suwak torby, ukazując, co zawierała. A gdy mówił, zaczęło się – dokładnie w tej samej chwili cały ten tłum, dziesiątki dzieciaków kłębiących się przy fontannie, blokujących wejścia do sklepów, wspinających się na małą architekturę wokół fontanny, wszyscy naraz zdjęli kurtki i płaszcze, odsłaniając wesołe kolorowe koszule w krzykliwych barwach, i wtedy chłopacy wcisnęli przyciski wielkiego przenośnego magnetofonu w stylu retro, który wypakowali, i centrum handlowe zalał bardzo głośny basowy rytm.
Living for the sunshine, woah-oh.
I wszyscy zaczęli tańczyć – ręce uniesione nad głowami, nogi wyrzucane wysoko w górę, kołyszące się biodra, stopy poruszające się w każdą możliwą stronę – nikt z nich nie chodził na kurs tańca, to pewne, ale te dzieciaki wiedziały, jak się bawić, i to właśnie robiły.
I’m living for the summer.