Do siedziby głównej odwiózł ich firmowy, jaskrawoczerwony bus, w którym szwankowało sprzęgło. Davina usiadła obok Reggiego. Joan siedziała za nimi. Davina chwyciła Reggiego za rękę i powiedziała:
– To było urocze popołudnie. Fajnie to wymyśliłeś, staruszku. – Jej dłoń była lepka, a Reggiego spocona.
O wpół do szóstej przenieśli się do Feathers. Ściany zdobiła wyblakła tapeta w szkocką kratę, a wyblakła wykładzina w szkocką kratę robiła to samo z podłogą. Reggie wciąż miał lekkie mdłości.
Ekipa Słonecznych Deserów była w dobrych nastrojach. David Harris-Jones wypił trzy kieliszki sherry. Davina stała bardzo blisko Reggiego. Paląc papierosy, rozmawiali o raku płuc i alkoholizmie. Przyjechała laleczka Tony'ego Webstera. Miała smukłe nogi i piła Bacardi z colą. Owen Lewis opowiedział dwa nieprzyzwoite dowcipy. Davina oznajmiła:
– Przepraszam, złotka, ale muszę was na chwilę zostawić. Kobiece sprawy.
Kiedy jej nie było, Owen Lewis mrugnął do Reggiego i powiedział:
– Widzę, że kombinujesz w dobrym kierunku.
– Reggie – powiedział Colin Edmundes – co było poniżone, będzie wywyższone, a co było rozpięte, będzie zapięte.
Reggie zapiął rozporek i wyszedł, by zdążyć na pociąg o 18:38 do Waterloo.