Skład miał jedenaście minut opóźnienia z powodu awarii sygnalizacji w Vauxhall. Gdy Reggie wreszcie wysiadł, powlókł swoje oporne nogi wzdłuż Station Road, przez alejkę i na Wordsworth Drive, skręcił w prawo w Tynneson Avenue, a potem w lewo w Coleridge Close. Na Osiedlu Poetów panował spokój. Białe bramy odgradzały je od całego tego ordynarnego i nieistotnego ruchu ulicznego. W powietrzu unosił się zapach rozgrzanego asfaltu. Reggie niósł swe zmęczone bojem ciało przez ścieżkę ogrodową. Po lewej stronie miał róże, po prawej stronie miał róże, a przed nim jaśniał biały dom. Jaskółki karmiły swój pierwszy lęg pod okapem dachu. Otworzyły się drzwi frontowe i stanęła w nich Elizabeth, wysoka i jasnowłosa, w luźnych lawendowych spodniach na grubych udach i niebieskiej bluzce w kwiaty na słabo zarysowanych piersiach.
Zjedli wątróbkę z bekonem w ogrodzie za domem, na „patio". Za płotem rosły brzozy i sosny. Wątróbka była odpowiednio wysmażona.
Niewiele mówili. Każde z nich znało opinię drugiego na każdy temat, od faszyzmu po farby emulsyjne.