Nowo zgwałcona wersja Welcome to the Jungle Guns N’ Roses przerobiona na taneczne reggae, olewające zarówno Marleya, jak i Rose’a, Slasha i Stradlina, dochodziła do dziewczyn, które stały i paliły przed wejściem. Mężczyzna zatrzymał się przed wyciągniętą ręką.
– Masz ogień?
Patrzyła na niego dobiegająca czterdziestki pulchna dama z ciężkim bufetem. Papieros kołysał się wyzywająco w umalowanych na czerwono ustach.
Uniósł brew i spojrzał na roześmianą przyjaciółkę tej pierwszej, która stała za nią z zapalonym już papierosem. Ta z ciężkim przodem też to zauważyła, roześmiała się i szerzej rozstawiła nogi.
– Nie bądź głupi – powiedziała takim samym dialektem z południa Norwegii, jakim mówiła żona następcy tronu. Słyszał, że podobno na rynku wewnętrznym działa kurwa, która nieźle się dorobiła na tym, że wygląda jak księżna, mówi jak ona i tak samo się ubiera. A w ramach pięciu tysięcy koron za godzinę mieści się też plastikowe berło wypożyczane klientowi do względnie swobodnego użytku.
Chciał iść dalej, ale poczuł czyjąś rękę na ramieniu. Kobieta nachyliła się do niego i dmuchnęła mu w twarz oddechem pachnącym czerwonym winem.
– Wyglądasz na eleganckiego gościa. Nie dasz mi... ognia?