– Dałabyś sobie radę? Gdybym wyjechał na jakiś czas?
– Uważasz, że tak wygląda moje życie? Że z zapartym tchem wyczekuję twojej następnej wizyty?
– Isabel.
– Przecież ty już wyjechałeś. Nie mieszkasz w domu, w zasadzie równie dobrze mógłbyś żyć w Paryżu. Albo… – Chciała mówić dalej, ale się powstrzymała. Nigdy nie była w Paryżu. Wiedziała, że to daleko. Wiedziała, że kiedy ich matka była chora, Hendrik mógł bez problemu przyjeżdżać do domu pociągiem, a mimo to rzadko to robił.
Hendrik dotknął jej ramienia.
– Nieważne – powiedział. Potem zmienił temat na bardziej radosny: – W tej chwili to i tak nieistotne, powiedz mi lepiej coś nowego, coś ekscytującego. Jak się czuje twój facet, Isa, opowiedz mi o nim.
Aż ją poderwało.
– Mój… kto?
– Och, wiesz. Ten dawny sąsiad, Johan.
Przykre wrażenie – jakby przysporzyła sobie wstydu, zbytnio się odsłaniając, mówiąc coś niewłaściwego. Ignorując uczucie gorąca u nasady szyi, zdobyła się na odpowiedź:
– Ależ Johan w żadnym wypadku nie jest moim…