Hendrik uciekł wzrokiem w bok, znów kierując uwagę na wejście: pojawił się Louis. Z surową miną rozmawiał z kierownikiem sali, pochylając się zbyt głęboko nad ladą recepcji, gestykulując na poparcie swoich argumentów. Jego nowa dziewczyna stała z boku – z przyklejonym do twarzy niepewnym uśmiechem wyglądała na zawstydzoną i podenerwowaną. Miała mocno tlenionego boba i nieudolnie uszytą sukienkę, zbyt obcisłą w stanie, z niestarannymi obszyciami. Mocno się rumieniła. Była ładna w sposób, w jaki w mniemaniu mężczyzn kobieta powinna być ładna.
– Dobry Boże – powiedziała Isabel, a Hendrik parsknął. W tej chwili Louis podniósł wzrok i skinął głową w ich stronę, wskazując ich kierownikowi sali. Hendrik odmachał im serdecznie. Para dotarła do ich stolika, a pierwszą rzeczą, jaką powiedział Louis, było:
– Powiedzieli, że nie mają tylu krzeseł, uwierzycie w to, że…
– Zarezerwowałam stolik dla trzech osób – wtrąciła się Isabel.
Louis usiadł poirytowany, poprawiając smoking. Jego dziewczyna stała niezręcznie, a po chwili wykonała niezdarny taniec z kelnerem, który przyszedł z dodatkowym krzesłem i próbował je pod nią wsunąć, wywołując u niej nerwowe ruchy.