– To restauracja – pomstował Louis. – Powinni mieć zapasowe krzesła.
– Serwus, Louis – przywitał go Hendrik. Przy stoliku na chwilę zapanowała cisza, po czym Louis odbąknął coś poirytowanym tonem, wstał z krzesła i pochylił się, by ucałować Isabel i uścisnąć dłoń Hendrika. Bił od niego silny zapach wody kolońskiej. Włosy miał starannie zaczesane do tyłu, a krawat ciasno upięty na grdyce.
– Witajcie – powiedział. – Przedstawiam wam Evę.
Dziewczyna wstała, by uścisnąć dłoń Hendrikowi i Isabel. Po drodze zawadziła klatką piersiową o kwiatową dekorację, rzuciła „ojej” i próbowała ją poprawić, a gdy siadała z powrotem, przypadkowo pociągnęła za obrus. Zaszczękały wszystkie sztućce.
– Miło mi cię poznać – oznajmił Hendrik.
– Och, jak miło poznać was oboje. Tak wiele o was słyszałam i mówiłam Louisowi, że chciałabym was poznać. Prawda, Louis? Nie mówiłam, jak bardzo bym chciała…
– Mówiła – potwierdził Louis. Przeglądał menu.
– Czyli znacie się od… – zaczął Hendrik, ale Eva mu przerwała:
– Ach, nie tak długo, ale mam wrażenie, jakbyśmy znali się od zawsze, prawda, Louis? Zawsze powtarzam, że to tylko kilka miesięcy, ale jestem pewna, że musieliśmy się znać w poprzednim życiu, bo na bank…