Przez moment wszyscy milczeli, a potem Hendrik wierzgnął, jakby został kopnięty pod stołem. Położył łokcie na stole i zapytał Evę, czym się zajmuje – czy studiuje, pracuje, a może całymi dniami oddaje się błogiemu nieróbstwu – na co ta oblała się kolejnym rumieńcem i nie spiesząc się z odpowiedzią, odłożyła sztućce, wytarła dłonie w serwetkę i dopiła resztki z kieliszka. Drugiego, zauważyła Isabel, albo trzeciego.
– No więc – zaczęła Eva. – Jak by to powiedzieć… – I plątanina słów: – Ech, czy musimy rozmawiać o pracy? To takie nudne.
Isabel odwróciła głowę i spojrzała w okno. Odbijały się w nim niewyraźne cienie wnętrza restauracji.
– Nie wyglądasz na kogoś, kto może sobie pozwolić na znudzenie się pracą.
– Isabel – syknął Louis tonem ostrym jak brzytwa.
Isabel skrzyżowała z nim spojrzenie, nie okazując skruchy.
– Eva jest skromną osobą. Prawda? – wycedził Louis. Nie czekając na reakcję dziewczyny, odpowiedział za nią: – Była maszynistką w Van Dongen. Niedawno rzuciła pracę, kiedy… yyyy…
– Ciotka – podpowiedziała mu Eva.
– Ach tak, kiedy ciotka przekazała jej w spadku pewną sumkę…
– Zgadza się – potwierdziła Eva, z trudem łapiąc oddech.