– Nie chcę być niegrzeczna – kłamała – ale za niedługo znikniesz z naszego życia. – Upewniła się, że zostanie dobrze zrozumiana: – On się tobą znudzi, a ja już nigdy o tobie nie usłyszę.
Nie przyniosło to oczekiwanego skutku.
– Ach tak – powiedziała Eva. Przechyliła głowę. – Zobaczymy. – To nie był ten sam głos, którym mówiła wcześniej, którym śmiała się nerwowo przy każdej wymianie zdań, który przepraszał – „Och, wybaczcie, ale ze mnie niezdara” – gdy przewróciła kieliszek lub zbyt głośno skrobnęła nożem po talerzu.
Isabel spojrzała na nią i dostrzegła w jej wyrazie twarzy jakiś błysk, jakieś pęknięcie, które zniknęło jednak tak szybko, że Isabel niemal od razu zaczęła się zastanawiać, czy go sobie aby nie wyobraziła. Czy to coś w ogóle się pojawiło.
Isabel skierowała się do wyjścia. Eva wciąż opierała się o blat i patrzyła na nią, jak odchodzi, odprowadzając ją przenikliwym spojrzeniem. Na ulicy było gorąco i wilgotno, w powietrzu unosiła się mżawka. W mieście czuć było bliskość morza, zapach soli.
– Gdzie jest Eva? – zapytał Louis.
– Czy już za nią odpowiadam? – burknęła Isabel.
Hendrik wziął ją pod rękę. Przywarła do niego.